|
O autorze
Ostatnie wpisy
|
piątek, 26 lutego 2010
Chwila walki 35 I rzekł do nich: «Czy brak wam było czego, kiedy was posyłałem bez trzosa, bez torby i bez sandałów?» Oni odpowiedzieli: «Niczego». 36 «Lecz teraz - mówił dalej - kto ma trzos, niech go weźmie; tak samo torbę; a kto nie ma, niech sprzeda swój płaszcz i kupi miecz!* 37 Albowiem powiadam wam: to, co jest napisane, musi się spełnić na Mnie: Zaliczony został do złoczyńców*. To bowiem, co się do Mnie odnosi, dochodzi kresu»*. 38 Oni rzekli: «Panie, tu są dwa miecze». Odpowiedział im: «Wystarczy». Łk 22, 35-38 47 Gdy On jeszcze mówił, oto zjawił się tłum. A jeden z Dwunastu, imieniem Judasz, szedł na ich czele i zbliżył się do Jezusa, aby Go pocałować. 48 Jezus mu rzekł: «Judaszu, pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego?» 49 Towarzysze Jezusa widząc, na co się zanosi, zapytali: «Panie, czy mamy uderzyć mieczem?» 50 I któryś z nich uderzył sługę najwyższego kapłana i odciął mu prawe ucho. 51 Lecz Jezus odpowiedział: «Przestańcie, dosyć!» I dotknąwszy ucha, uzdrowił go. 52 Do arcykapłanów zaś, dowódcy straży świątynnej i starszych, którzy wyszli przeciw Niemu, Jezus rzekł: «Wyszliście z mieczami i kijami jak na zbójcę? 53 Gdy codziennie bywałem u was w świątyni, nie podnieśliście rąk na Mnie, lecz to jest wasza godzina i panowanie ciemności». Łk 22, 47-53 Interesujące, Ten, który był oznaką pokoju i Miłości, każe się swoim uczniom zbroić, być może symbolicznie, ale owe dwa miecze wystarczyły by zaatakować tych co mieli ich pojmać. Następnie Chrystus uzdrawia ofiarę miecza. Z drugiej strony, ciekawe, dlaczego świadkowie owego wydarzenia, cudu nie uwierzyli? A czy ja byłbym skłony uwierzyć, czy ja uwierzyłem doświadczając cudów w swoim życiu- NIE. Wracając do Pisma możemy znaleźć w NT (nowym testamencie) wiele pacyfistycznych, pełnych miłości tekstów, jak chociażby ten poniżej. Gdzie tkwi przyczyna tych sprzeczności, w moim złym rozumieniu Pisma, w niepoprawnej egzegezie?
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Słyszeliście, że powiedziano przodkom: «Nie zabijaj»; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: «Raka», podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: «Bezbożniku», podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i ofiaruj dar swój. Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz". Mt 5, 20-26
W owych dniach Mojżesz zwołał wszystkich starszych Izraela i rzekł do nich: "Odłączcie i weźcie baranka dla waszych rodzin i zabijcie jako paschę. Weźcie gałązkę hizopu i zanurzcie ją we krwi, która jest w naczyniu, i krwią z naczynia skropcie próg i oba odrzwia. Aż do rana nie powinien nikt z was wychodzić przed drzwi swego domu. A gdy Pan będzie przechodził, aby porazić Egipcjan, a zobaczy krew na progu i na odrzwiach, to ominie Pan takie drzwi i nie pozwoli Niszczycielowi wejść do tych domów, aby was zabijał. Przestrzegajcie tego przykazania jako prawa ważnego na wieki dla ciebie i dla twych dzieci. Gdy zaś wejdziecie do ziemi, którą da wam Pan, jak obiecał, przestrzegajcie tego obyczaju. Kiedy się was zapytają dzieci: Cóż to za święty zwyczaj? - tak im odpowiecie: «To jest ofiara Paschy na cześć Pana, który w Egipcie ominął domy Izraelitów. Poraził Egipcjan, a nasze domy ocalił»". Lud wtedy ukląkł i oddał pokłon. Izraelici poszli i wypełnili przepis. Jak nakazał Pan Mojżeszowi i Aaronowi, tak uczynili. O północy Pan pozabijał wszystko pierworodne Egiptu: od pierworodnego syna faraona, który siedzi na swym tronie, aż do pierworodnego tego, który był zamknięty w więzieniu, a także wszelkie pierworodne z bydła. I wstał faraon jeszcze w nocy, a z nim wszyscy jego dworzanie i wszyscy Egipcjanie. I podniósł się wielki krzyk w Egipcie, gdyż nie było domu, w którym nie byłoby umarłego. I jeszcze w nocy kazał faraon wezwać Mojżesza i Aarona, i powiedział: "Wstańcie, wyruszajcie z pośrodku mojego ludu, tak wy, jak i Izraelici! Idźcie i oddajcie cześć Panu według waszego pragnienia. Weźcie ze sobą wasze owce i woły, jak pragnęliście, i idźcie. Proście także o łaskę dla mnie". I nalegali Egipcjanie na lud, aby jak najprędzej wyszli z kraju, gdyż mówili: "Wszyscy pomrzemy". I wziął lud ciasto, zanim się zakwasiło, w dzieżach owiniętych płaszczami, i niósł je na barkach. Synowie Izraela uczynili według tego, jak im nakazał Mojżesz, i wypożyczali od Egipcjan przedmioty srebrne i złote oraz szaty. Pan wzbudził życzliwość Egipcjan dla Izraelitów, i pożyczyli im. W ten sposób Izraelici złupili Egipcjan. Wj.12, 21-36 A to dobre, dlaczegóż nam, którzy poszli za Chrystusem Bóg nie przyzwala na wyłudzenia? Tak bunt jest ze mną, u lgnę bardziej do pieniądza niż do Boga. Mam doświadczenie zaufania Bogu w pieniądzu, to że On mnie zabezpiecza i On jest Panem mojego życia, lecz serce mam parszywe i lgnę do monety.
wtorek, 12 stycznia 2010
Niejeden słaby potrzebuje pomocy, brak mu sił i obfituje w biedę, lecz gdy tylko oczy Pana łaskawie na niego spojrzą, wydźwignie On go z nędzy i podniesie mu głowę, a wielu zdumieje się tym, co go spotkało. Dobra i niedole, życie i śmierć, ubóstwo i bogactwo pochodzą od Pana. Dar Pana spocznie na ludziach bogobojnych, a upodobanie Jego na zawsze zapewni im szczęście. Niejeden wzbogacił się mozołem i swoją chciwością, a oto udział jego w nagrodzie: gdy powie: "Znalazłem odpoczynek i teraz mogę żyć z moich dostatków" - nie wie, ile czasu minie, a zostawi je innym i umrze. Trwaj w przymierzu twoim i bądź mu oddany, a wypełniając je zestarzej się! Niech cię w podziw nie wprawiają czyny grzesznika, ufaj Panu i wytrwaj w twym trudzie, albowiem łatwą jest rzeczą w oczach Pana natychmiast i niespodziewanie wzbogacić ubogiego. Błogosławieństwo Pana nagrodą bogobojnych i prędko zakwitnie Jego błogosławieństwo. Nie mów: "Czego potrzebuję i jakie dobra mam mieć od tej chwili?" Nie mów: "Wystarczam sam sobie i jakież zło może mnie obecnie spotkać?" W czasie pomyślności zapomina się o przykrościach, a w czasie przykrości nie pamięta się o pomyślności. A dla Pana łatwą jest rzeczą w dzień śmierci oddać człowiekowi według jego postępowania. Godzina nieszczęścia pokrywa zapomnieniem dobrobyt, a przy końcu życia wychodzą na jaw sprawy człowieka. Przed śmiercią nikogo nie nazywaj szczęśliwym, gdyż dopiero w ostatniej chwili poznaje się męża.
Syr. 11, 12-28
Choć tak wiele cierpień i niedostatków doznaję, to jednak ufność w Panu pokładam. Dlaczego? Bo nie ma innego Boga, bo nie mam dokąd pójść? Tak, nie ma co się oszukiwać, tak jest. Mam pamiątkę Jego obecności w moim życiu, Jego ręki, która mnie wyrywa z dołu rozpaczy, Jemu zaufałem i nie mam się czego lękać. Niezależnie od tego co mi się przydarzy w życiu – Jemu zaufałem. W mojej wspólnocie rozważamy art.VI credo "JEZUS WSTĄPIŁ DO NIEBA,SIEDZI PO PRAWICY BOGA, OJCA WSZECHMOGĄCEGO". Jest nas siedem osób w grupie i nikt z nas nie rozumie o co w tym chodzi, gdy tak zaczynamy „łamać” Słowo. Wniosek mam jeden rozumem bez Ducha Świętego nie pojmę w czym rzecz, to jest więcej niż tajemnica, to jest łaska komu zechce Bóg objawić tę prawdę.
Podobnie jest z moja wiarą – trzymam się jak pijany latarni, faktów, Jego prywatnego objawienia, którymi Bóg objawił się w moim życiu, bez tego odstąpiłbym od Niego.
Podobnie z cierpieniami i niedostatkami które obecnie doświadczam. To nie jest najważniejsze- wiara jest najważniejsza!
poniedziałek, 11 stycznia 2010
ROZWAŻANIA NAD MOIM POWOŁANIEM. Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: "Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Przechodząc brzegiem Jeziora Galilejskiego ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do niech: "Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi". I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc nieco dalej ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim. Mk 1, 14-20
Powołanie, do czego mnie Bóg powołuje. Jest to pytanie, które mnie nurtuje od kilku lat. Wpierw zmagałem się z moimi projekcjami, system mnie odrzucił, poznałem cudowną kobietę, nie czuję jednak tak silnego dążenia do założenia rodziny. Kwestia różnic religijnych, wiary, być może również lęk przed zabezpieczeniem materialnym tego związku, czy podołam?
Błagam Pana o światło na moje powołanie, jasną odpowiedź, tak abym mógł zrozumieć, niech mowa Twoja będzie :tak, tak, nie, nie, nic ponadto. A tu znowu zagadki: wczoraj byłem na spotkaniu powołaniowy, prosiłem o Słowo, światło na moje powołanie i cóż? Skrutowaliśmy Słowo z ew. J. 2, 1-12 ( wesele w kanie galilejskiej, przemienienie wody w wino).Odpowiedź przyszła: jeszcze nie nadeszła moja godzina. Nie wiem kiedy i jak, ta godzina ma nadejść? Odpowiedź jednak jest : „Czyńcie wszystko co On wam powie”. To jest dobre Słowo Czynić wszystko co powie mi Chrystus, tak pragnę czynić. No i dziś znów mam Słowo o powołaniu do służenia mu, jak to mam rozumieć, gdy system mnie odrzuca? Ciężko mi Boże, ciężko to zaakceptować.
środa, 18 listopada 2009
Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi. Mówił więc: "Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: «Zarabiajcie nimi, aż wrócę». Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: «Nie chcemy, żeby ten królował nad nami». Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dał pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał. Stawił się więc pierwszy i rzekł: «Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min». Odpowiedział mu: «Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami». Także drugi przyszedł i rzekł: «Panie, twoja mina przyniosła pięć min». Temu też powiedział: «I ty miej władzę nad pięciu miastami». Następny przyszedł i rzekł: «Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył i żąć, czegoś nie posiał». Odpowiedział mu: «Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał». Do obecnych zaś rzekł: «Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min». Odpowiedzieli mu: «Panie, ma już dziesięć min». Powiadam wam: «Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach»". Po tych słowach ruszył na przedzie zdążając do Jerozolimy. Łk 19, 11-28 Do tej przypowieści dodałbym jeszcze jeden element, sługa któremu zostało powierzone mienie i je zniweczył, czy to poprzez złe inwestycje, czy to poprzez swoja nieudolność. Tu widzę siebie, nieudacznika, spowitego grzechem trwoniącego potencjał, dary owe miny, które ulokował we mnie Pan. Co mam więcej pisać, oskarżać siebie, czy zabrać się za porządkowanie siebie, to drugie jest mi bliższe, lecz bez pomocy Pana nie uporam się z tym Więc błagam Go o litość, Jego Miłosierdzie, bym nie stracił , nie roztrwonił tego, co On we mnie zdeponował.
poniedziałek, 16 listopada 2009
8 Wyżej powiedział: ofiar, darów, całopaleń i ofiar za grzech nie chciałeś i nie podobały się Tobie, choć składa się je na podstawie Prawa. 9 Następnie powiedział: Oto idę, abym spełniał wolę Twoją. Usuwa jedną [ofiarę], aby ustanowić inną. 10 Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze3. 11 Wprawdzie każdy kapłan4 staje codziennie do wykonywania swej służby, wiele razy te same składając ofiary, które żadną miarą nie mogą zgładzić grzechów. 12 Ten przeciwnie, złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, 13 oczekując tylko, aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem nóg Jego5. 14 Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani6. 15 Daje nam zaś świadectwo Duch Święty, skoro powiedział: Hbr. 10, 8-18
12Ten przeciwnie, złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, I jak tu rozumieć sen eucharystii: ofiara, czy uczta? Eucharystia jest: «równocześnie i nierozdzielnie pamiątką ofiarną, w której przedłuża się ofiara Krzyża, i świętą ucztą Komunii w Ciele i Krwi Pana» (n. 1382) KKK. Pamiątką ofiarną, co to za określenie. Prawdopodobnie głupi jetem i nie rozumiem „mądrości Kościoła”, ale jak je zrozumieć, gdy tekst tak niejasny, niejednoznaczny? Albo Chrystus raz złożył ofiarę albo nie, albo podczas eucharystii świętujemy Jego ofiarę, przyjmując Jego Ciało i krew albo, co? No właśnie, „pamiątka ofiarna”, no po prostu ręce mi opadają, gdy słucham takich określeń i muszę w takiej eucharystii uczestniczyć. Czy to oznacza, że każdej niedzieli, podczas każdej eucharystii Chrystus umiera i zmartwychwstaje na nowo? Nie jetem w tanie tego pojąć. I tu mammy wręcz magiczne określenie, tak często używane :”tajemnica”. Tylko czy owa tajemnica nie będzie przez sam fakt jej niewyjaśnienia nadużywana?
piątek, 13 listopada 2009
W kontekście oburzenia, jakie wywołało Orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w związku ze skargą obywatelki Włoch stanowiące, że obecność krzyży w szkołach publicznych narusza zasadę rozdziału Kościoła i Państwa, powstaje pytanie o rolę Kościoła w życiu Europejczyków. Nie można zaprzeczyć, że Europa została ukształtowana przez chrześcijaństwo, a w ogromnej mierze przez katolicyzm, nie zapominajmy, że do XVI w. Europa była katolicka. Kościół katolicki rozumiany jako duchowni i lud boży. Owa hierarchia mogła rozkwitnąć jedynie dzięki ścisłej koegzystencji z władzą świecką. Kościół wspierał, sankcjonował władzę świecką a władza świecka bądź finansowała, bądź nadawała prawa finansowe Kościołowi, zapewniając mu protektorat. Te jak by się mogło wydawać udane „małżeństwo” trwało do XVIII w. do momentu zburzenia bastylii, upadku pewnego symbolu. Francja jako pierwsza stała się państwem laickim wolnym światopoglądowo. Dziś we wszystkich państwach europejskich ( oczywiście poza Watykanem) funkcjonuje rozdzielenie władzy świeckiej od Kościelnej, ale czy rzeczywiście? Spójrzmy na ostatnie wydarzenia w kwestii krzyży w państwowych szkołach. Wyrok trybunału dotyczy jedynie osoby i przypadku dzieci owej Włoszki, nie odnosi się on do wszystkich szkól i nie odnosi się ten wyrok do całej Europy, nie mniej stanowi precedens na który mogą się powoływać wszyscy którzy zechcą wnosić kolejne skargi. Skąd ta panika? Czyż szkoła nie była państwowa, czyż konstytucja włoska nie zapewnia swobody i poszanowania wszystkim obywatelom tolerancji ich wyznań? Sami Włosi ustanowili tę konstytucję. Orzeczenie trybunału nie odnosi się do szkół katolickich, prywatnych etc. Powstaje znów pytanie, czy niebawem katolicyzm nie zostanie „zepchnięty” do getta, i co wtedy? Moim zdaniem stanie się b. dobrze, bo katolicyzm, katolik będzie możliwy do rozpoznania, nie poprzez manifestację symboli a poprzez manifestację swojej wiary swojego stosunku do innych ludzi. Katolik stanie się Kościołem, krzyżem, Chrystusem, co mam głęboka nadzieję że tak będzie. Nasza wiara stanie się naszą personalną wiarą, nie będziemy się utożsamiali z Chrystusem przez manifestacje, sztandary, wywieszane krzyże, ale przez przemienianie siebie, tak by światło odbite Chrystusa z nas samych wskazywało na Niego. Krzyż na ścianie zastąpi zastąpi krzyż bliźniego, który chrześcijanin będzie dźwigał. Wizja poniekąd obrazoburcza, obalająca istniejące symbole wiary, podobnie jak zburzenie bastylii. Głęboko jednak ufam, że ta powyżej opisana postawa będzie jedyną alternatywą dla mnie, dla wszystkich chrześcijan. Powstaje jednak pytanie, czy Kościół, jego hierarchowie zdecydują się na taka drogę? W moim głębokim przekonaniu nie. To zburzy materialna potęgę Kościoła, który w swojej strukturze dobrze osiadł, przyjął model nawracania przez budowanie instytucji kościołów a nie Kościoła. Podstawowy prymat głoszenia Dobrej Nowiny został zastąpiony prymatem budowy i umacniania instytucji. Co co teraz napiszę jest poniekąd obrazoburcze i nierealne, jednak w pewnym stopniu symboliczne. Tak jak zburzenie bastylii było symbolem upadku feudalizmu i powstania nowego społeczeństwa bezklasowego, tak zburzenie bazyliki Św. Piotra i Pawła w Rzymie, upadek papiestwa i roli papieża jaka się mu przypisuje, może być symbolem powrotu do źródeł. Wszak to Chrystus wspominał w rozmowie :”13 Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. 14 W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. 15 Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. 16 Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska!» 17 Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie7. 18 W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: «Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?» 19 Jezus dał im taką odpowiedź: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo». 20 Powiedzieli do Niego Żydzi: «Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?» 21 On zaś mówił o świątyni swego ciała8. 22 Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus. „ J2, 13-22 Wszak czy świątynia Boga nie jest Człowiek, wszak, czy Bóg w Chrystusie nie objawił się nam jako człowiek, wszak czy to nie wyłącznie poprzez naszą osobistą postawę możemy być rozpoznani jako chrześcijanie? Poniżej przytaczam pierwszy wers z listy do Koryntian, polecam lekturze cały. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów1, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. 1Kor. 13, 1 Tym co może budować Kościół, być świadectwem obecności Chrystusa pośród ludzi jest, moim zdaniem, Pawłowy nakaz głoszenia ewangelii: 16 Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii! 1Kor. 9,16 Widocznym znakiem naszej przynależności do Chrystusa, owym światłem odbitym będzie moment w którym nas chrześcijan zobaczą gdy będziemy zdolni do miłości: 34 Przykazanie nowe11 daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. 35 Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali». J13, 34-35
Katedra Westminster Londyn
portal katedry
maszkaron na portalu
maszkaron na portalu
poniedziałek, 02 listopada 2009
Czym jest WIARA? Czym jest RELIGIA? Wychowałem się w świecie katolickim, w państwie o którym Hitler marzył: ein Volk, ein Reich, ein Führer nm., jeden lud, jedna Rzesza, jeden wódz. Mono blok, kulturowy, religijny, polityczny, etniczny, rasowy. Nawet telewizja była na jednym programie. Ojciec tłumaczył mi moje miejsce na ziemi w ten sposób: jesteś gdańszczaninem, europejczykiem następnie Polakiem. Rozumiałem to w ten sposób, że moja ojczyzna jest tam, gdzie ja jestem, można by rzec, że to pewnego rodzaju kosmopolityzm. Tak wzrastając, lecz nie przesiąkając, zanurzałem się w religię, obecnie w wiarę. Patrząc jednak na to co wokół bezpośrednio mnie oraz to co mnie otacza w świecie religijnym, tę wiarę tracę. Chrystus, apostołowie przekazywali wiarę, dzisiaj budujemy kościół, w sensie, iż obecność Kościoła zaznaczana jest poprzez budynki, a nie poprzez wiarę. W skali mikro myślę na przykład o wspólnotach Neokatechumentalnych. W sobotę byłem w Lublinie, na eucharystii w mojej lubelskiej wspólnocie, była tam obecna rodzina Frączków którzy są od 2007 na misji w Aktau. Wszedłem na stronę internetowa poświęcona tej misjI: http://catholicaktau.org/?page_id=32 Ksiądz Aliaksandr Kalinouski pisze o historii powstania pierwszego Kościoła w Aktau, i na czym się skupia? Podaje ile małżeństw zawarło ślub katolickie, podaje kto mu w tym dziele pomaga, że Kościół został zarejestrowany, a co najważniejsze, że zbiera środki by kupić ziemię pod budowę kościoła. Powtarza się taki klasyczny klimat Kościoła polskiego, naszą wiarę mierzymy ilością wybudowanych kościołów, ilością wydanych komunii, zawartych małżeństw, udzielonych chrztów. Nie spotkałem tam słowa i tym jak nawracają, jaki jest tan Ducha w tym Kościele, jak głoszą Dobrą Nowinę.
Być może marudzę, szukam dziury w całym, lecz zastanawiam się co jest siłą mojej, naszej wiary wielkość kościołów, czy Duch Kościoła?
wspólnota katolicka w Aktau
wtorek, 20 października 2009
poniedziałek, 19 października 2009
czwartek, 15 października 2009
08.04.15 Kto pełni wolę mojego Ojca, / wejdzie do królestwa niebieskiego.
Jakże to dalekie jest ode mnie bym pełnił wole Ojca. Zagubiony w ciszy, nie umiem odczytać Jego woli, mam intencję, szczera wole i chęć pełnić Jego wolę, ależ gdzie ja znajdę? Może maila dostanę, w porannej poczcie przeczytam list od Niego? Owszem jest Jego Słowo, Bóg wcielony, lecz jakże mi zrozumieć Słowo bez Ducha? Bez Jego Ducha mój duch usycha, nie rozumiem tych słów kontestuję je i szukam swojego rozumienia, swojego życia, swojego , swojego. Nie chcę tak, nie chcę swojego, pragnę Jego i wyłącznie Jego wolę pełnić. To takie proste, a jakże dalekie ode mnie.
Oto dziś jesteśmy poniżeni na całej ziemi z powodu naszych grzechów.
Pismo pełne jest uniesień, zachwytów, pragnień cierpienia dla Jego imienia, w imię Jogo i dla Niego. Niestety moje życie pełne jest cierpienia przez moje, wyłącznie moje grzechy, moja głupotę, nierozważność, moja PYCHĘ! Poniżenie, wstyd, klęska to ja. I cóż wielu jest takich, wielu cierpi przez swoje grzechy, nie wielu widzi, jeszcze więcej ma pretensje, do świata, do ludzi, nie do siebie. Ja mam wyłącznie pretensje do siebie, sam sobie spieprzyłem życie. Jednakże w tym smutku, rozpaczy, cierpieniu jest nadzieja- Jego miłosierdzie i akceptacja krzyża Miłosierdzie- Uwierzyć, tak do krwi uwierzyć, nie wahać się, z radością mu zaufać, pozwolić się prowadzić, otworzyć swoje serce, zapomnieć o sobie. Tak bardzo tego pragnę. Krzyż- Zaakceptować siebie takim jakim się jest, ze swoją grzesznością, ze swoim cierpieniem, być Mu oddanym i posłusznym, nie schodzić z krzyża, nie uciekać, nie alienować się, być, a raczej zawisnąć razem z Nim na krzyżu!
Wiele jeszcze bym mógł słów przelać, ale niech te powyżej zaczną kiełkować w moim życiu, niech staną się strawą, pokarmem mojego życia.
Słowa Ewangelii według św. Łukasza. W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: "Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?" Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: "Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało". Zapytał ich: "Cóż takiego?" Odpowiedzieli Mu: "To, co się stało z Jezusem z Nazaretu, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela. Teraz zaś po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Co więcej, niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: Były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli". Na to On rzekł do nich: "O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?" I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: "Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił". Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: "Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?" W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: "Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi". Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba. Łk 24, 13-35 Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. ...Odpowiedzieli Mu: "To, co się stało z Jezusem z Nazaretu, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela. Oni z Nim byli, oni z Nim jadali i sypiali, a nie poznali Go, zarówno po śmierci, jak i po zmartwychwstaniu. Nie poznali Go jako syna Boga, który przyszedł, by zbawić, widzieli w nim proroka, który uzdrawiał. On natomiast im się nie objawiał wprost, pełen zagadek, niedomówień, dwuznaczności, aluzji, zostawił ich i nas w sferze niedomówień, interpretacji, zostawił nam drogę by go szukać. Wydaje się że naszym powołaniem jest szukanie Boga, żyć by samemu odnaleźć Boga. Problemem jest fakt cenzora, który cenzoruje nasze, moje, poszukiwania, to „oni” , imprimatur, określają, co jest od Boga a co nie, to oni namaszczając siebie wzajemnie ustalają, co jest dobre a co złe. Twierdzą, że gdyby nie oni, sami sobie byśmy stworzyli boga, ja powiem tak sami byśmy odkryli Boga i to jest naszym powołaniem, by samemu odkryć Boga. Nie poprzez prawo, którego nie można podważyć, nie poprzez prawdy, których nie można odmieniać, ale poprzez nasze, moje, serce, by odkryć Boga. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, .... "Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?" Zaiste Boga można poznać, zrozumieć i przyjąć jedynie sercem, jeżeli nasze serce nie zapragnie Go, nie otworzy się przed Nim , nic z tego. Żadna religia, religijność, prawo, nakazy nie ukażą nam Boga. Forma, również ta obrządkowa, nie ma najmniejszego znaczenia, nasze serce, to jest jedynie droga do Niego.
08.04.12 LONDYN
Daj mi Mądrość, która razem z Tobą zasiada na tronie, * i nie usuwaj mnie spośród Twoich dzieci. Bo jestem Twym sługą, synem Twojej służebnicy, † człowiekiem słabym i żyjącym krótko, * zbyt lichym, by pojąć sprawiedliwość i prawa Choćby nawet wśród ludzi był ktoś doskonały, † jeśli mu zbraknie mądrości danej przez Ciebie, * za nic będzie poczytany (Mdr 9, 1-6. 9-11 )
Błaganie o mądrość, w moim jakże pogubionym i „zakręconym” życiu winno mi towarzyszyć w dzień i w nocy. Te wersy Pisma powinienem niczym nabożni Żydzi zawiesić na swoim czole w filakteriach ( pudełka z wersetami Pisma, które religijni Żydzi zawieszali na swoim czole, przegubach dłoni?). Wiem ze swojego doświadczenia, że Mądrość Pana jest ze mną, gdy jestem z Nim, gdy mu nie staję oporem, nie wchodzę w grzech, nie opuszczam Go, gdy moje serce i umysł są wypełnione Panem, wtedy Bóg i Jogo Mądrość są ze mną. W istocie za głupi i zbyt pyszny jestem by pojąć Boga, by go w sobie zatrzymać, żyć Nim, z Nim i w Nim. Moja pycha i głupota wykańczają mnie, są jak rak, który toczy me ciało i serce, duszę. Odrzucam takiego siebie, nie akceptuję, tego co jest przeciw Panu. Łatwo się to mówi, nieźle zapisuje, ale jakże ciężko wciela w życie. Jakże mam kochać swoich wrogów, Kasię, teściowa całą ich rodzinę, jakże mam kochać Kukuryka dzięki któremu pośrednio przesiedziałem w wiezieniu prawie rok? Tu na obczyźnie z dala od nich jako tako moje serce jest spokojne i mogę się za nich wszystkich modlić, ale gdybym tak miał stanąć przed nimi twarzą w twarz wątpię czy miałbym w sobie tyle spokoju i „miłości”. Choćby nawet wśród ludzi był ktoś doskonały, jeśli mu zbraknie mądrości danej przez Ciebie, za nic będzie poczytany. Jakże często odczuwam ludzką niechęć do mnie, do mojego indywidualnego,autorytarnego stylu bycia, nie mogę powiedzieć aby ludzie widzieli we mnie światło odbite Chrystusa, pokorę i miłość. Nie ma we mnie pokory, większość rzeczy chcę robić po swojemu, z drugiej strony czy mam się dostosowywać do świata, czy do Pana? Spokojniej mi jest zabiegać o Miłość Pana niż ludzi, jeżeli będę Go nosił w swoim sercu, będę miał z pewnością pokój i Jego Mądrość w sobie. Bez Jego miłosierdzia, łaski nie jestem w stanie nic sam zrobić, nie podskoczę, więc moje życie poświęcam modlitwie i próbuję kochać swoich braci, prosząc Boga o Jego miłosierdzie i mądrość dla mnie, a przede wszystkim, bym w swoim życiu pełnij wyłącznie Jego a nie moja wolę.
Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi. (Rz 14, 7-9)
W trakcie II scrutinium (ryt, etap na Drodze Neokatechumenalnej), wyrzekłem się szatana i za Pana swojego życia wybrałem Chrystusa. Wiem jedno, ja ze swoimi projekcjami, żądaniami, planami umarłem, zszedłem na dno swojej egzystencji, doświadczyłem czego ja mogę dokonać – śmierć, ból i cierpienie. Dla tego odrzuciłem siebie, pogrzebałem na śmietniku życia, w dole rozpaczy zostawiłem swoje poprzednie życie. Bóg wyciągnął mnie z dołu rozpaczy, zabrał,ode mnie myśli samobójcze, rozpacz i przygnębienie, dał mi nowe życie. Obym i tego nie spartaczył. Żyć, cierpieć i umierać dla Chrystusa pragnę, ale czy jestem do tego zdolny, sam na pewno nie! Uciekam od swoich krzyży, odwracam się od Niego, gdy przychodzi cierpienie, proszę Pana o łaskę akceptacji i moc dźwigania swojego krzyża.
Gdy sobie uświadamiam ile upokorzenia, nędzy, cierpienia doznał a kimże ja jestem żeby mi było lepiej?
środa, 07 października 2009
Znalazłem dziś ciekawy artykuł:
Marta Wawrzyn"
Ciekawe co dalej, może w galerii w wydzielonym pokoiku, każdy będzie mógł spróbować na żywo homoseksualnej "miłości", czyli zapakować lub zostać zapakowany w tyłek, ciekawe czy to rozwinie nasza kulturę i tolerancję? Problem w tym, że w moim przekonaniu, takie działania z postawy, która jest anormalna, czyni się coś co jest normalne, dobre, warte naśladowania. Jak przekonać młodego człowieka, który ominie ochroniarza, wejdzie do tej salki i obejrzy ten film, jak go przekonać, że takie zachowania, że homoseksualizm nie jest naturalny, nie jet dobry? Co o tym sądzisz? Poniżej przytaczam kilka fragmentów z Pisma, nie silę się na żadną egzegezę, czy inne wyjaśnianie tego co poniżej. Jedyna moja refleksja jest taka, że wcale nie jestem lepszy, w niczym nie różnię ie od tych potępionych przez Pismo ludzi. Jedyne co mogę, to w pokorze i modlitwie stawać przed Panem i błagać Go o jego miłosierdzie. 5 Będziecie przestrzegać moich ustaw i moich wyroków. Człowiek, który je wypełnia, żyje dzięki nim1. Ja jestem Pan! 22 Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość! 23 Nie będziesz obcował cieleśnie z żadnym zwierzęciem; przez to stałbyś się nieczystym. Także i kobieta nie będzie stawać przed zwierzęciem, aby się z nim złączyć. To jest sromota! Kpł 18, 5, 22-23
13 Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli. Kpł 20,13 9 6 Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, 10 ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego. 1Kor 6, 9-10
czwartek, 17 września 2009
Z kursu Filipa mam ciekawe doświadczenie. W 1996 roku, po moim wypadku samochodowym, gdzie przeleżałem w szpitalu sześć tygodni, zacząłem szukać intensywnie rzeczywistości w Kościele, która pozwoliłaby mi na bliższy kontakt z Bogiem. Wtedy jeszcze nie myślałem o sobie jako o beznadziejnym grzeszniku, który wymaga całkowitego nawrócenia, reorganizacji duszy i umysłu. Moja znajoma Katarzyna poleciła mi Kurs Filipa. Pojechałem do Gdańska do sklepu żeglarskiego nad Motławą gdzie wpłaciłem pieniążki i dostałem namiary na kurs.
Kurs odbywał się w szkole podstawowej w Gdyni, zakwaterowanie było w salach. W trakcie trwania kursu (3 dni) jest tam takie ćwiczenie, scenka, w której każdy z uczestników, w tym prowadzący, wrzucają do worka (oddają, pozbywają się) najcenniejsze dla siebie przedmioty które posiadają przy sobie. Następnie może sobie wybrać dowolnie, to co zechce z tych „fantów”.
Gdy przyszła kolej na mnie, rzuciłem badawczym okiem na stolik z „fantami”, żadnej kasy, portfela, same krzyżyki, różance i inne dewocjonalia, no słowem bida nie ma co brać. Ale zaraz, jest coś, kluczyki samochodowe! Żaden tam mercedes, tylko maluch, no ale niech będzie i to, pomyślałem sobie, i dawaj, buch, kluczyki w garść. Potem organizatorzy wyprowadzali na korytarz, tam śpiewaliśmy piosenki, ogólnie radosny nastrój. Gdy wróciliśmy, organizatorzy poprosili o zwrot przedmiotów, które wzięliśmy, tak żeby każdy mógł odzyskać swoje „fanty”. Wszyscy grzecznie odnieśli fanty, odebrali swoje, a ja twardo trzymam kluczyki w kieszeni i patrze jak sytuacja się rozwinie. Prowadzący przystąpili do kolejnego punktu, jak gdyby nigdy nic. Po chwili widzę pewną konsternacje wśród ekipy, szepty na ucho. Wreszcie podchodzi człowiek do mikrofonu i oznajmia, ze nie wróciły kluczyki do samochodu i prosi o ich zwrot. Na to ja podnoszę się z krzesła (120kg żywej wagi, 192cm wzrostu dla przypomnienia) i mówię ze nie oddam.... Podszedłem do mikrofonu i dalej w tę nutę, ze ja to tak na poważnie z tymi fantami, a nie tam jakieś hucpy, że ja ze swojej strony, dałem dla mnie rzecz bardzo cenną, bez której nie mógłbym pracować, lub byłoby mi bardzo ciężko, ale skoro z tymi „fantami” to tylko tak na niby na tym kursie Filipa, to proszę bardzo oddaję, no i kluczyki wręczyłem właścicielowi. No i się zaczęło!
Uczestnicy tego kursu podchodzili do mikrofonu ,był nawet jeden ksiądz katolicki, dwóch seminarzystów i dalej w tę nutę, że rzeczywiście, to oni tak sobie wrzucali te przedmioty, a ich serce to zupełnie przy czym innym zostało. No i tak mieliśmy dodatkowy punkt programu.
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||